
Prowadzę psychoterapię indywidualną w swoim gabinecie w Nadarzynie (pod Warszawą) oraz online.
Pracuję z osobami dorosłymi, które doświadczają różnego rodzaju cierpienia i trudności w życiu oraz chcą to zmienić. Może się to przejawiać poprzez obniżony nastrój, utratę energii, trudność w odczuwaniu radości, poczucie bezsensu. Nierzadko pojawia się lęk, stres – przewlekłe napięcie, nadmierna czujność, zamartwianie się. Albo wybuchy złości, konflikty w relacjach, poczucie osamotnienia, wypalenia czy niespełniania – zawodowego, twórczego, relacyjnej. Warto się sobą zająć także wtedy, gdy jesteś wobec siebie silnie samokrytyczna/-y lub Twoje ciało reaguje bezsennością, bólem, który nie ma podłoża stricte medycznego.
Zdarza się również, że pewne Twoje reakcje powtarzają się w relacjach, co w konsekwencji jest źródłem napięcia. Może szybciej przepraszasz, niż sprawdzasz, czy rzeczywiście zawiniłaś/eś lub trudniej Ci powiedzieć „nie”, niż wziąć na siebie kolejne zobowiązanie,
złość bardziej Cię przeraża, niż daje poczucie granicy albo bliskość z innymi wiąże się z napięciem zamiast z poczuciem bezpieczeństwa.
To nie są Twoje świadome decyzje ani to, że „tak masz”. To dawne reakcje, często mało świadome, które kiedyś pomagały poradzić sobie w trudnej sytuacji, a dziś zaczynają Cię ograniczać.
Czasem to są stany wyraźne i łatwe do nazwania. Czasem coś po prostu „nie działa”, choć z zewnątrz wszystko wygląda w miarę dobrze. Nie zawsze wiadomo, skąd to się bierze. Trudności mogą wynikać np. z aktualnego kryzysu, przeciążenia, straty, długotrwałego stresu.
Nie sprowadzam problemów do jednej przyczyny. Interesuje mnie, jak dana trudność wpływa na Twoje funkcjonowanie teraz — w Twoich reakcjach, w emocjach, w sposobie budowania bliskości, w tym, jak myślisz o sobie. To, co wydarzyło się kiedyś jest też ważne, ale w terapii pracujemy z tym, jak to działa, najczęściej niekorzystnie, dziś.
Bliska jest mi praca z osobami z doświadczeniem długotrwałego zranienia, urazu powstałego w relacjach, w tym z osobami z rozpoznaniem C-PTSD. Rozumiem to jako sposób przeżywania siebie i innych: wstyd, negatywny obraz siebie, emocjonalne flashbacki, trudność w regulacji napięcia. Trauma relacyjna nie jest wyłącznie wydarzeniem z przeszłości – jej skutki są obecne w teraźniejszości. Nie sprowadzam jednak każdej trudności do traumy ani nie zakładam jej obecności z góry.
W psychoterapii łączę pracę doświadczeniową, poprzez emocje i ciało i myśleniem analitycznym. Zrozumienie tego co się z nami dzieję oraz skąd się to wzięło jest istotne, ale może nie wystarczać, by coś się zmieniło. Różnicę robi moment, w którym coś zostaje przeżyte inaczej — nie tylko nazwane, ale realnie poczute i osadzone w relacji. W pracy korzystam również z metody integrowania oddechem CUUD. Uważna praca poprzez ciało i oddechem pomaga zauważyć i regulować napięcie w ciele, delikatnie oswajać się z czuciem, zamiast odcinać się od emocji lub zalewać nimi.
Nie oferuję gotowych rozwiązań. Pracuję w rytmie procesu klienta, takim, który pozwala czegoś naprawdę doświadczyć i zintegrować. Presja na natychmiastowy efekt często sprawia, że im bardziej chcemy się czegoś pozbyć, tym bardziej to trudne nie chce odpuścić.


Początek psychoterapii terapii wiąże się z tworzeniem bezpiecznej i stabilnej przestrzeni do pracy. Ważne jest, abyś z czasem czuł/-a się bezpieczniej ze mną. To poczucie bezpieczeństwa wynika, z tego, że możesz mówić o tym, co trudne, i nie zostać ocenioną/-ym, przyspieszaną/-ym ani naprawianą/-ym. Stabilna przestrzeń wynika, z regularności spotkań w procesie terapii – najczęściej raz w tygodniu.
Zrozumienie jest ważne i czasem samo w sobie przynosi realną zmianę. Bywa jednak, że mimo świadomości nasze reakcje pozostają automatyczne. Stąd ważna jest praca na poziomie doświadczenia — poprzez emocje, ciało i relację. Chodzi o to, by to, co wcześniej uruchamiało wstyd, lęk, wycofanie czy inne trudne reakcje emocjonalne, mogło zostać przeżyte w bezpiecznych warunkach inaczej niż dotąd. Nie zawsze jest to spektakularne. Czasem to niewielkie przesunięcie — większa tolerancja na napięcie, dłuższe pozostanie w kontakcie, mniejszy przymus natychmiastowej reakcji.
To, co wydarza się w procesie terapii, nie zostaje w gabinecie. Z czasem zaczyna wpływać na codzienne życie – na sposób reagowania w relacjach, w pracy, w sytuacjach konfliktu czy przeciążenia. Nie chodzi o gotowe rozwiązania ani szybkie deklaracje zmiany. Raczej o stopniowe wprowadzanie w życie tego, co staje się bardziej świadome i mniej automatyczne. O możliwość reagowania inaczej niż dotąd, o zdolność do wyboru swojej reakcji. Jako psychoterapeutka tworzę warunki / ramę do takiego procesu. To, jak będzie on wyglądał, jest zawsze indywidualne.

